Każdy zbędny kilometr personelu medycznego to czas zabrany pacjentowi

O tym, dlaczego dobrze zaprojektowany szpital rozpoznajemy, zanim dotrzemy do rejestracji, ile zbędnych kilometrów pokonuje pielęgniarka w źle pomyślanym budynku i dlaczego decyzja architektoniczna w bloku operacyjnym ma bezpośrednie konsekwencje kliniczne – Weronika Kolczyńska (IMID) rozmawia z Hubertem Burkiem i Niną Aleksandrowicz z PORR S.A. W rozmowie o niewidocznej logistyce, Building Information Modeling, który nie powinien kończyć życia w dniu odbioru, oraz o tym, czego branża oczekuje dziś od startupów technologicznych – pojawia się jedna myśl przewodnia: w budownictwie medycznym oszczędność na projekcie inwestor spłaca przez cały cykl życia obiektu, a pacjent – własnym bezpieczeństwem.

W dobrze zaprojektowanym szpitalu wszystko jest intuicyjne jeszcze przed wejściem do środka- dostępny podjazd, czytelne oznakowanie prowadzące do właściwego wejścia. Wewnątrz pacjent nie czuje się zagubiony, nawet jeśli przychodzi po raz pierwszy lub ma ograniczenia wzroku czy słuchu – system informacji wizualnej, odpowiednie oświetlenie i logiczny układ przestrzeni prowadzą go krok po kroku, bez potrzeby szukania pomocy.

W źle zaprojektowanym obiekcie sygnały alarmowe pojawiają się natychmiast: winda przy głównym wejściu z napisem „WYŁĄCZNIE DLA PERSONELU”, nielogiczny układ korytarzy, niezrozumiałe nazewnictwo i brak kogokolwiek, kto mógłby wskazać drogę. Jakość projektu widać w pierwszych trzydziestu sekundach – zanim pacjent dotrze do rejestracji.

Czy zdarzały się Wam sytuacje, w których dopiero podczas budowy lub po oddaniu obiektu okazywało się, że jakiś element projektu realnie utrudnia pracę personelu? Co to był za błąd i czy dało się go naprawić?

To zjawisko, z którym mierzy się cała branża i które od lat obserwujemy. Najczęstszy schemat to projekty tworzone bez udziału technologa medycznego, bez analizy ścieżki pacjenta i personelu, gdzie architektura wyprzedza funkcję – ale również szpitale projektowane bez korzystania ze sprawdzonych rozwiązań i dobrych praktyk.  Efektem są błędy, które personel odczuwa latami, a których korekta w gotowym obiekcie jest kosztowna lub niemożliwa. W naszej pracy robimy wszystko, żeby takich sytuacji unikać i właśnie temu służy technologia BIM oraz współpraca z technologiem medycznym i personelem już na etapie koncepcji.

Mówi się, że pielęgniarka w źle zaprojektowanym szpitalu może przejść nawet kilkanaście kilometrów dziennie więcej niż powinna. Czy przy projektowaniu obiektów medycznych naprawdę analizujecie przepływ ludzi i kroków? Jak to wygląda w praktyce?

Tak, analiza przepływów pacjentów, personelu i materiałów to jeden z pierwszych i najważniejszych etapów każdego projektu. Zanim powstanie jakikolwiek układ architektoniczny, ustalamy dokładny zakres świadczeń, tryb ich realizacji oraz ścieżki poruszania się wszystkich uczestników procesu medycznego. Układ funkcjonalny nie może być kompromisem – musi być punktem wyjścia. Każdy zbędny kilometr personelu medycznego to czas zabrany pacjentowi. To jest realna optymalizacja operacyjna, nie tylko projektowa.

Współczesny szpital musi służyć jednocześnie pacjentowi, który jest zagubiony, często w stresie i personelowi, który potrzebuje maksymalnej sprawności. Jak godzicie te dwa światy w jednym projekcie?

Dobrze zaprojektowany szpital służy obu stronom jednocześnie, bo ich potrzeby wynikają z tego samego źródła: sprawnej organizacji przestrzeni.  Pacjent potrzebuje orientacji, spokoju i poczucia bezpieczeństwa. Personel potrzebuje krótkiej drogi, czytelnego podziału stref i sprawnego przepływu informacji. Rozdzielenie ciągów komunikacyjnych i logiczne strefowanie przestrzeni realizują oba te cele naraz. Przemyślana przestrzeń to nie kwestia estetyki – to czynnik, który bezpośrednio wpływa zarówno na komfort i bezpieczeństwo pacjenta, jak i na efektywność pracy personelu.

Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak złożona jest logistyka wewnętrzna szpitala, leki, próbki, odpady, sterylizacja, tlen. Jak wygląda projektowanie tej „niewidocznej” warstwy i dlaczego ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa pacjentów?

Logistyka szpitala to równoległy organizm, który musi działać sprawnie i niewidocznie. Projektujemy ją od separacji przepływów – to co czyste nigdy nie może krzyżować się z tym co brudne. Właściwa lokalizacja sterylizacji, apteki, laboratorium czy lądowiska to nie decyzje architektoniczne, lecz kliniczne, które wypracowujemy we współpracy z personelem medycznym, który najlepiej wie, jak te procesy wyglądają w codziennej praktyce. Do tego systemy techniczne: poczta pneumatyczna, elektroniczny obieg informacji, systemy przywoławcze. Gdy ta warstwa działa poprawnie – jest niewidoczna. Gdy zawodzi – konsekwencje odczuwa pacjent.

Poczta pneumatyczna, systemy unit dose, zintegrowane sale operacyjne, które z tych rozwiązań robi dziś największą różnicę w codziennym funkcjonowaniu szpitala i dlaczego wciąż nie są standardem?

 Każde z tych rozwiązań eliminuje inny rodzaj straty – czasu, informacji lub bezpieczeństwa. Poczta pneumatyczna skraca czas dostarczenia próbki czy leku do minimum. System unit dose eliminuje błędy lekowe i odciąża personel pielęgniarski. Zintegrowane sale operacyjne to koncentrat technologii w jednym miejscu – skracają czas operacji i poprawiają ergonomię pracy całego zespołu. Dlaczego wciąż nie są standardem? Powodów jest kilka: istniejąca infrastruktura, szczególnie w starszych obiektach, często nie pozwala na ich wdrożenie bez kosztownej przebudowy, a system wyceny świadczeń medycznych nie nagradza efektywności infrastruktury. To realne bariery – ale nie powód, żeby z tych rozwiązań rezygnować. W naszych projektach aktywnie rekomendujemy je inwestorom już na etapie wstępnych analiz, pokazując konkretne dane dotyczące zwrotu z inwestycji. Szpital, który działa sprawniej, oszczędza na każdym roku eksploatacji.

W Polsce częściej modernizujemy stare obiekty niż budujemy nowe. Na ile można wdrożyć nowoczesne rozwiązania w istniejącej infrastrukturze, a na ile to zawsze kompromis? Czy jest jakiś przypadek, który Was zaskoczył: pozytywnie lub negatywnie?

Modernizacja to najczęściej kompromis – ograniczona nośność stropów, instalacje bez aktualnej dokumentacji, brak przestrzeni na nowe systemy. Nowoczesne rozwiązania można wdrożyć niemal zawsze, ale koszt bywa wielokrotnie wyższy niż w nowym budynku, a efekt funkcjonalny – niepełny.

Zaskoczenie pozytywne? Zdarza się, że stare obiekty kryją rozwiązania, które wyprzedziły swoje czasy – przestronne korytarze, wysokie kondygnacje dające swobodę w prowadzeniu nowych instalacji, solidna konstrukcja, która bez problemu przyjmuje współczesne obciążenia techniczne. W takich przypadkach modernizacja przynosi efekty bliskie nowej budowie, przy ułamku kosztów. Negatywne zaskoczenie to najczęściej moment otwarcia ścian, gdy okazuje się, że instalacje biegną zupełnie inaczej niż w dokumentacji, albo że dokumentacji po prostu nie ma. Wtedy zakres prac i budżet weryfikują się bardzo boleśnie.

Dobrze zaprojektowany szpital to też inwestycja, która się zwraca, krótszy czas hospitalizacji, mniej błędów, mniejsze obciążenie personelu. Czy inwestorzy i decydenci w Polsce to już rozumieją, czy cena wciąż wygrywa z jakością?

Świadomość zdecydowanie rośnie, ale praktyka zamówień publicznych wciąż zbyt często premiuje najniższą cenę kosztem jakości. Tymczasem dane są jednoznaczne – dobrze wdrożone rozwiązania technologiczne pozwalają zredukować koszty operacyjne placówki nawet o kilkadziesiąt procent. Do tego dochodzą korzyści trudniejsze do natychmiastowego przeliczenia: mniej zakażeń szpitalnych, krótszy średni czas hospitalizacji, niższa rotacja personelu. Inwestor, który oszczędza na projekcie, ponosi konsekwencje tych oszczędności przez cały cykl życia obiektu.

 AI, robotyka chirurgiczna, autonomiczny transport wewnętrzny, czy dzisiejsze szpitale w Polsce projektuje się już z myślą o tych technologiach? Co konkretnie musi być gotowe w infrastrukturze, żeby robot mógł za 10 lat normalnie funkcjonować na oddziale?

Tak, projektuje się i najczęściej już na etapie projektu otrzymujemy od inwestora lub personelu informację, że w danym miejscu w przyszłości planowane jest wdrożenie zaawansowanych technologii medycznych.  Robot chirurgiczny czy autonomiczny system transportu wewnętrznego za dziesięć lat będzie potrzebował konkretnej infrastruktury już dziś: odpowiedniego zasilania i chłodzenia, wydajnej sieci teleinformatycznej, serwerowni, przestrzeni do obsługi technicznej oraz odpowiednich szerokości korytarzy i nośności podłóg. Infrastruktury tej nie można wdrożyć z pominięciem etapu projektowego, jej późniejsza implementacja w gotowym obiekcie wiąże się z kosztownymi i często niemożliwymi do pełnego wykonania pracami przebudowy.

PORR jest partnerem konkursu MCSC, który szuka innowacji dla budownictwa, w tym obiektów medycznych. Jakich rozwiązań Wam najbardziej brakuje? Co chcielibyście zobaczyć od startupów czy firm technologicznych, czego jeszcze na rynku nie ma?

Z perspektywy generalnego wykonawcy i organizacji rozwijającej systemowo innowacje, szukamy dziś przede wszystkim takich przewag technologicznych, które zwiększą naszą konkurencyjność oraz będą realnym wsparciem i odciążeniem dla budowy.

W obszarze realizacji bardzo interesują nas technologie, które upraszczają i skracają proces – prefabrykacja, modułowe systemy instalacyjne, ale też oparte o dane narzędzia do zarządzania budową w czasie rzeczywistym.

Duży potencjał widzimy w rozwiązaniach, które zamykają lukę między modelem BIM a rzeczywistością placu budowy i później eksploatacją – automatyczne zbieranie danych, monitoring jakości wykonania, cyfrowe bliźniaki wspierające zarządzanie obiektem po oddaniu.

W obszarze medycznym brakuje nam natomiast rozwiązań, które realnie integrują warstwę kliniczną z techniczną – nie kolejnych pojedynczych systemów, tylko platform, które łączą dane o pacjencie, środowisku i pracy szpitala w jeden spójny system wspierający decyzje.

Interesują nas też rozwiązania „wdrażalne” – nie tylko technologicznie zaawansowane, ale możliwe do zastosowania w realiach polskich inwestycji i systemu ochrony zdrowia.

Konkurs MCSC traktujemy jako narzędzie do znajdowania takich rozwiązań i ich testowania w praktyce – nie na poziomie koncepcji, tylko realnych wdrożeń.

Gdybyście mieli wskazać jedną zmianę – technologiczną, projektową lub procesową, która w ciągu najbliższych 5 lat najbardziej odmieni sposób budowania i działania szpitali w Polsce, co by to było?

BIM w eksploatacji. Dziś model cyfrowy budynku kończy swoje życie w momencie odbioru inwestycji. Powinien służyć zarządzaniu obiektem przez kolejne dekady – planowaniu modernizacji, monitorowaniu instalacji, symulowaniu zmian organizacyjnych i funkcjonalnych. To zmiana, która nie wymaga nowych przepisów ani przełomowej technologii. Wymaga zmiany myślenia o tym, czym jest dokumentacja szpitala i kto ponosi za nią odpowiedzialność po zakończeniu budowy.

Budujecie miejsca, w których ludzie rodzą się, wracają do zdrowia i czasem żegnają się z życiem. Jak to wpływa na podejście do pracy? Czy budownictwo medyczne to dla PORR coś więcej niż projekt?

Zdecydowanie tak. Szpital to jedyny typ budynku, w którym decyzja architektoniczna ma bezpośrednie konsekwencje kliniczne. Parametry wentylacji w bloku operacyjnym, układ sali chorych, organizacja logistyki – to czynniki, które wpływają na wskaźniki zakażeń, czas leczenia i bezpieczeństwo pacjentów. Ta świadomość towarzyszy nam na każdym etapie – od pierwszego rysunku po odbiór obiektu. Kiedy słyszymy od personelu, że nowy oddział pozwala pracować sprawniej i bezpieczniej – to jest własna miara sukcesu, która ma dla nas największe znaczenie. Budownictwo medyczne to dla PORR nie segment rynku. To zobowiązanie.

Hubert Burek, dyrektor ds. Technologii Medycznych PORR S.A.

Nina Aleksandrowicz, specjalista ds. Technologii Medycznej PORR S.A.